środa, 21 marca 2012

Świadome śnienie - zabawa czy coś więcej?

Porwany w bieg zdarzeń daję się nieść przez otaczający mnie świat. Oczywiście jak każdemu wydaje mi się że panuję w jakimś stopniu nad tym co mnie otacza. Biorę przecież udział w tym przedstawieniu jako pierwszoplanowa postać i uważam się jak, większość za świadomego aktora...

Porwany w bieg zdarzeń daję się nieść przez otaczający mnie świat. Oczywiście jak każdemu wydaje mi się że panuję w jakimś stopniu nad tym co mnie otacza. Biorę przecież udział w tym przedstawieniu jako pierwszoplanowa postać i uważam się jak, większość za świadomego aktora. Nurt zdarzeń stwarza czasem dziwne groteskowe sceny w których w pełni emocjonalnie zaangażowany biorę udział. W pewniej chwili następuje coś dziwnego… zatrzymuję się na chwilę w tym biegu.  Chwila trzeźwiejszego spojrzenia na groteskową akcję w której się znalazłem… ułamek sekundy, konfuzja… wstrząs… uświadamiam sobie że śnię.

Tak wyglądało moje jedno z pierwszych „przebudzeń” we śnie. Po chwili w lekko zmienionym stanie świadomości można mieć już prawie pełną świadomość osoby ze świata jawy. Pierwsze zetknięcie z naszym wewnętrznym światem jest całkowicie magiczne. Otaczająca nas rzeczywistość jest odczuwana wszystkimi zmysłami. Podświadomość na pełnych obrotach stara się odtworzyć świat którego doświadczyła. Trzeba przyznać że wychodzi jej to znakomicie. Doskonała rozdzielczość obrazu, żywe aż do przesady kolory , dźwięki, odczucia kinestetyczne. Gdy uderzyłem pięścią w ścianę poczułem każdą cegłę bardzo wyraźnie... i oczywiście ból ręki :-)

Nie dziwię się że ludzie wykorzystują ten stan do rozrywki. Przy odrobinie wiary można wzbić się w powietrze i polecieć czując każde muśniecie wiatru na twarzy. Ćwicząc świadome śnienie można coraz mocniej ingerować w świat który kreuje podświadomość i coraz dłużej być przy tym świadomy. Wmawia się że wszystkie erotyczne fantazje, podróże i doświadczenia mogą stać się realne i bez najmniejszej odpowiedzialności realizowane. Oczywiście że mogą… ale nie łudź się, drogi czytelniku, że unikniesz odpowiedzialności za swoje fantazje. Czasem bardzo ciężko dostrzec skutki jakie powstają na skutek naszych frywolnych myśli ale są obecne w naszej egzystencji zawsze. Pominę chwilowo ten temat ponieważ chciałem się skupić na trochę innej motywacji do świadomego śnienia która jest mi znacznie bliższa.

Świadomym śnieniem nauka zainteresowała się bardzo niedawno i „udowodniła” je w połowie lat siedemdziesiątych (dzięki ci nauko za to przełomowe odkrycie :]) . Tradycja świadomego śnienia liczy sobie tysiące lat. Zgłębiając tajemnice egzystencji praktykują ją niektóre autochtoniczne narody Ameryki, Azji, buddyści Tybetańscy, oraz Jogini.

Nie będę się upierał że moją główną motywacją przed pierwszym świadomym snem była niepohamowana chęć transcendentalnego oświecenia. Pierwotną motywacją jak w wielu kwestiach była przede wszystkim ciekawość. Nie musiałem jednak długo ćwiczyć się w tajemnych technikach. Od pewnego czas praktykowałem medytację , odkrywałem tajniki autohipnozy i podświadomości. Nie przestając ćwiczyć uważnej świadomości, wystarczyło spędzić trochę czasu nad tematem by umysł zafascynowany teorią sam zaczął zwracać uwagę czy to już aby nie sen.

Po krótkiej euforii jaka towarzyszyła pierwszym świadomym eksploracją wyśnionego świata zacząłem rozmyślać nad naturą tego stanu. Nie byłem wstanie (i dalej nie jestem) wyjść z podziwu nad światem który przecież sam tworzę. Tak doskonały a tworzony za moją sprawą. Zaczęło pojawiać się wiele refleksji. Zaskoczyło mnie że czasem niezwykle trudno jest zmienić coś we śnie… Jak mogę twierdzić że jestem Panem swego losu jak czasem nie potrafię zmienić czegoś w wewnętrznym świecie? Jak mogę nazywać się świadomym skoro iluzje mojego umysłu pozostają na swoim miejscu nawet gdy zdam sobie z nich sprawę?

Kilka pierwszych świadomych snów dało mi więcej tematu do rozważań niż dziesiątki głębokich medytacji. Przed tymi doświadczeniami wiedziałem już że umysł tworzy iluzje życia, historie w które często ślepo brniemy we śnie i na jawie. Świadome śnienie dało mi możliwość znalezienia się w samym środku tych halucynacji za którymi większość ludzi podąża co noc nie mając nad nimi żadnej świadomej kontroli.

Pamięć po takiej nocy szybko zaciera się w umyśle. Szczegóły bledną , obrazy spłaszczają się. Coś jednak zostaje. Uczucie stanu świadomości który rozpoznaje iluzje. Niesamowity moment przebudzenia i fascynacja światem. Przywołując to uczucie na jawie podczas delikatnej medytacji lub zadumy czuję jak bym miał się zaraz przebudzić… zaczynam znów wyczuwać we wszystkim co obserwuję iluzję. Choć nigdy się w pełni nie „budzę” uczucie to pomaga mi głębiej doświadczyć magii egzystencji.

Sny są skarbnicą wiedzy o nas samych, o naszych podświadomych iluzjach, pragnieniach i lękach. Świadome sny stają się już prawdziwym poligonem gdzie wykorzystując naszą trochę bardziej świadomą wolę (uważam że nigdy nie jesteśmy w pełni wolni od iluzji) stajemy naprzeciw naszej podświadomej części. Tak jak na jawie możemy zmagać się ze swoim największym przyjacielem i wrogiem w jednej osobie. Zdobyte w ten sposób doświadczenie może okazać się bezcenne w nauce świadomego życia w świecie który nazywamy rzeczywistością.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz